I'm half the man I used to be

So give me coffee and TV















Kasia :; Baronowa :; Genro :; Sy :; Ma :; Joa :; Misiowaty :; Alaaa :; Evel@ :; Ag :; Herbowy
Link :: 20.06.2006 :: 10:28
Check this out


Premierowi się nie chciało odpowiedzieć, za to KLA zareagowały na mój list z opóźnieniem typowym dla ich autobusów. Ale zareagowały. Oto dowód:

W związku ze złożoną skargą dotyczącą zaistniałego w dniu 02.06 2006 roku zdarzenia przeprowadziliśmy postępowanie wyjaśniające, w wyniku którego za lekcewazenie obowiązków w pracy wyciągnęliśmy wnioski służbowe wobec kierowcy autobusu obsługującego w tym dniu kurs na linii nr 12 A.
Za wynikłe z tego tytułu przykrości serdecznie przepraszamy. Dziękujemy Panu za zwrócenie uwagi na niedociagniecia w obsłudze sieci komunikacyjnej. Pozwoli to nam lepiej ocenić prawidłowośc jej funkcjonowania, a co za tym idzie poczynić odpowiednie kroki w kierunku poprawy dyscypliny pracy kierowców i tym samym podniesienia jakości świadczonych usług.
Z
poważaniem Mieczyslaw Klimek

Komentuj (8)


Link :: 04.06.2006 :: 12:41
Ludzi listy piszą...


Pierwszy był do premiera (już nie pamiętam kiedy):

Szanowny Panie Premierze, jako uczeń i osoba zorientowana w sytuacji polskiej edukacji zwracam się do Pana z prośbą o odwołanie Romana Giertycha - dla dobra wizerunku rządu i dla dobra naszej oświaty. Jedynie powołanie na to stanowisko osoby kompetentnej, szanowanej i odpowiednio przygotowanej do pełnionych funkcji może poprawić sytuację w oświacie. Pan Giertych budzi wiele kontrowersji i z pewnością nie wniesie niczego dobrego do szkół - mówiąc szczerze, obawiam się indoktrynowania i umożliwienia działań takim grupom jak Młodzież Wszechpolska czy ONR. Proszę o szybką odpowiedź i ustosunkowanie się (choćby w mediach) do prośby mojej i setek tysięcy uczniów, studentów, nauczycieli i innych osób, którym bliskie jest dobro naszej oświaty.

Z wyrazami szacunku,
(tu pada nazwisko me)

Odpowiedzi do dzisiaj brak

Drugi był do KLA (2 czerwca):

Szanowni Państwo,

od 3 lat regularnie korzystam z Państwa usług. W tym czasie mogłem zaobserwować wiele niewłaściwych zachowań państwa kierowców, jednak z przykładem oczywistego chamstwa wymierzonego we mnie osobiście spotkałem się dopiero dzisiaj. Pozwolę sobie zamieścić tutaj opis sytuacji, jaka wydarzyła się dzisiaj (2 czerwca) ok. godz. 16 w autobusie linii 12A na przystanku w Gołuchowie (Gołuchów 1):
Wraz z moją siostrą oczekiwałem na przystanku na spóźniający się (co niestety jest normą w przypadku tej linii) autobus do Pleszewa. Była godzina 16:07 kiedy nadjechał od strony Kalisza autobus KLA. Około tej godziny w Gołuchowie pojawiają się 2 autobusy Państwa firmy - jeden z nich (wg rozkładu) powinien przyjechać na przystanek o 15:59 i następnie przez Jedlec i Tursko udać się do Pleszewa, natomiast drugi przyjeżdża o 16:06 i wyrusza do Kalisza. Autobus, który przyjechał, miał 2 tablice informujące w którym kierunku jedzie - tablica boczna wskazywała, że celem podróży jest Pleszew, natomiast przednia - że Kalisz. Kiedy wsiadłem do autobusu i podszedłem do kierowcy prosząc go o bilet ulgowy na przystanek na ulicy Reja w Pleszewie usłyszałem burknięcie kierowcy:
"Umiesz czytać?!" "Wysiadaj!!"
Poczułem się poruszony jego zachowaniem. Nie jestem z tym panem na "ty", moje zachowanie także nie dawało podstaw do takiej reakcji. Kierowca mógł być zmęczony, mógł zapomnieć ustawić tablice w odpowiedni sposób. Rozumiem to. Ale nic nie tłumaczy jego zachowania. Kiedy kupuję bilet, zachowuję się jak człowiek cywilizowany. Mówię "Dzień dobry", o bilet proszę, dziękuję kierowcy kiedy odchodzę zająć miejsce. Dlatego nie potrafię zrozumieć zachowania kierowcy.
Mam 19 lat, jestem stałym klientem Państwa firmy. Ludzie tacy jak ja, korzystający z usług komunikacji miejskiej, "dają" pracę rzeszom kierowców w całej Polsce. Zachowanie tego kierowcy dało mi jasno do zrozumienia, że niektórzy pracownicy KLA nie znają podstawowych zasad dobrego wychowania i skutecznie niszczą wizerunek firmy. Mój kolega także spotkał się kiedyś z podobną "odzywką" ze strony kierowcy. Nie był to zatem odosobniony przypadek.

Mam nadzieję, że ktoś w Państwa firmie w odpowiedni sposób zareaguje na zaistniałą sytuację. Informacje, które przekazałem w tym liście powinny wystarczyć do zidentyfikowania wspomnianego kierowcy. Mam nadzieję, że od tego momentu zmieni swoje zachowanie. Może ludzie tacy jak on zapominają, że młody klient to nadal klient. Liczę na przeprosiny z Państwa strony.
Z poważaniem,
(znowuż nazwisko)

List ten był jeszcze dłuższy, ale odpowiedzi ponownie brak.
Nie jestem naiwny i nie wierzę, że ktokolwiek raczy odpowiedzieć na moje listy. Ale napisanie ich kosztowało mnie tylko trochę czasu, dlatego walka o normalność w tym kraju, walka z wiatrakami będzie trwała nadal... (o matko, ale patetyczne zakończenie mi wyszło :P )
Komentuj (5)


Link :: 26.05.2006 :: 12:19
This must be the end


Zgodnie z obietnicą, wracam do pisania w celu okazania mojej radości z zakończenia etapu maturalnego. Proces ten nie był jakoś specjalnie bolesny, ale z pewnością był za długi. Ale żeby nie było tak dobrze - jest po maturach, wypadałoby jakąś imprezę zrobić. I co? I dupa, jak to zwykła Sobol mawiać. Dlatego uprasza się wszystkich zainteresowanych o wysilenie mózgownic w celu zorganizowania jakiegoś party, imprezy czy innego zlotu, jak zwał, tak zwał.

I uwaga, komunikat specjalny - klasa IIIc może się czuć zaproszona na naleśniki. Termin spotkania - nieznany. Miejsce spotkania - znane.

Jeszcze jeden komunikat - właśnie skończyło mi się stypendium, dlatego albo załatwcie mi nowe stypendium, albo nowego laya...



Komentuj (10)


Link :: 29.04.2006 :: 13:36
To już jest (prawie) koniec


Miałem tu opisywać cały wczorajszy dzień, który spędziłem w zasadzie w Kaliszu [artykuł o tym mieście w dodatku turystycznym do dzisiejszej Wyborczej] (te pół godziny na prysznic, zmianę stroju i zjedzenie kanapki spędzone w domu się nie liczy) ale chyba nie ma sensu, bo sami uczestniczyliście w tym wszystkim (no, może nie było Was na obiedzie u Bartka, ale to się wytnie).
Zatem - owocnej nauki, następna taka impreza - jakoś po 25 maja. Następny raport - po maturze.


Notka ładna i składna, jak to po imprezie...
Komentuj (13)


Link :: 28.03.2006 :: 14:43
Guess who's back?! (egejn)


zacznijmy od matematyki:
Wojewódzki + Szczuka = 500 tys.
Wojewódzki + Staszczyk - wycięte sceny= ?

dalej będzie ton wojskowy:
poborowy Jasiu otrzymuje kategorię D
wojsku i innym debilom z komisji lekarskich Teletubisie mówią papa

a dalej muzycznie:
No pasaran!



Komentuj (8)


Link :: 16.03.2006 :: 20:19
Przerwa w pisaniu trwa, ale Belarus żiwie!



Komentuj (8)


Link :: 03.03.2006 :: 20:49
Się dzieje


* wezwanie na komisję (wcale nie śledzczą) (27.03)
* zagadka o pączkach-berlińczykach
* pełna kultura
* "prymitywna prowokacja"
* Pan vs Pleban vs Wójt
* gratulacje dla klasowych marzycielek
* hipochondryk, hipokryta, hipopotam

i utwory, które aktualne odsłuchiwane są koło siedmiu razy dziennie:
Myslovitz - Alexander
Placebo - Song to say goodbye
Oomph! - Supernova
Jimmy Hendrix - Hey Joe
Vypsana Fixa - Krasojizda (nagroda dla osoby, która mi przetłumaczy tekst tej piosenki na polski)


przerwa w pisaniu (blubraniu?) do odwołania

Komentuj (19)


Link :: 26.02.2006 :: 14:36
Coś się kończy, coś się zaczyna


Zaczynam plagiatem z Sapkowskiego, ale co mi tam. Ferie się kończą za parę godzin, bilansu zysków i strat przeprowadzać nie ma sensu, ale warto wspomnieć miłe chwile. Do tych z całą pewnością zaliczał się wyjazd na narty (Trojanowice, CZ) podczas którego były jazdy, były rozmowy z Pepikami na orczyku o porażkach drużyny czeskiej na Olimpiadzie i odróżnianiu braci K., było też pyszne żarcie (tradycyjnie już huskowe knedliki z gulaszem, a także smażeny syr) i nauka gry w brydża. Potem nastąpił powrót do domu, i wizyta reprezentacji miasta Kalisza w składzie Anka, Baronowa, Bartek i Piotr. Jakoś pod koniec tygodnia sypnęło medalami dla naszych, i to w momencie kiedy wszyscy spisali ich już na straty. A w sobotę późnym popołudniem wsiedliśmy w samochód, dostałem kluczyki do ręki i powiozłem rodzinę na zmagania siatkarek Grześków i AZS AWF Poznań. Grześki wygrały gładko 3:0, oczywiście to im kibicowałem, ale nie byłbym poznańską pyrą gdybym nie wspomniał o tym, że przynajmniej urodą poznanianki przewyższały zawodniczki kaliskie.
Po meczu zostałem odnaleziony przez Miśka i w jego hipergościnnych progach mogłem zapomnieć o mojej przedpowrotowodoszkolnej depresji. Z wielkim żalem musiałem dziś odmawiać pozostania "jeszcze na parę godzin", "na obiad" i "na podwieczorek". Przebicie gościnności domu państwa Miś będzie podczas rewizyty w Gołuchowie bardzo trudne...




Komentuj (13)


Link :: 13.02.2006 :: 13:16

No i po studniówce


To może tak od myślniczków, nie będziemy sobie dawali jedyneczki rzymskiej.

-poszukiwania domu partnerki
-odnalezienie tegoż domu, odnalezienie partnerki i poznanie sympatycznych rodziców (mówcie mi synu ;))
-wejście do szkoły i szok wywołany wyglądem korytarzy + rodzice na bramce ("gdzie macie alkohol?")
-podziwianie i krytykowanie kreacji studniówkowych przed, w trakcie i po generalnej próbie poloneza (i tak to Anka wyglądała najpiękniej, o)
-owa próba, która przynajmniej w moim wykonaniu wyszła tragicznie
-czekanie w zamknięciu na uwolnienie i ostateczne wykonanie tańca naszego, który tym razem wyszedł bezbłędnie, nie licząc deptania idącego za mną pana T
-zupka grzybowa i walka o kotlety
-właściwy początek zabawy, tańce w ścisku, zderzenia jak na samochodzikach w wesołym miasteczku
-miejsce na komentarz co do muzyki: ujdzie w tłumie, jakoś wszyscy się potrafili bawić w jej rytm
-poznajemy się lepiej z partnerami i partnerkami klasowych kamratów siedzących najbliżej - w przypadku partnerki Piotra, Harcerzyka Baronowej i partnera Ewci wrażenia są bardzo pozytywne, jeśli zaś chodzi o partnera Eweli to jego (nie)obecność duchowo-fizyczna nie zasługuje na mój komentarz, oj nie. O Ficach i spółce rozpisywał się nie będę, bo już byli testowani w warunkach imprezowych, i każden wiedział czego się spodziewać :)
-rozmowy damsko-męskie: o tańcach, zabawie, ploty i nie tylko, powiedzmy że przede wszystkim niemal z każdą panną, oczywiście z tych najpiękniejszych, czyli z IIIc, co już Sobolowi rzekłem
-rozmowy męsko-męskie: ploty, ironiczne gadki, i fachowe dialogi o nurkowaniu z Harcerzykiem Krzysiem, raz jeszcze pozdrawiamy, dysputy z Piotrem, Bartoszem, rozmowy w tłoku z Miśkiem i mini-dialog szatniany z Ficem
-"Galia est omnis divisa..." w wykonaniu Bartka i moim, a także Pan Tadeusz w towarzystwie Baronowej
-cały czas tańce, oczywiście panowie kamerzyści nie nagrywali tego, co wychodziło...
-jak już o tańcach mowa, to dostąpienie zaszczytu zatańczenia z 12 przeuroczymi partnerkami
-projekcja kasowego hitu zimy, czyli "Pan Mikołaj" wyświetlany z porze największej oglądalności, na 2 "gigantycznych telebimach", przyjęty z zachwytem przez publiczność i recenzentów, niezapomniane role uczniów klasy naszej
-po 12 tańce w mniejszym ścisku, bez kamerzystów i na luzie
-koniec krótko po 5 i uczucie niedosytu
-kolejność pseudochronologiczna się wali powolutku, więc zakończę, liczę na wsparcie Wasze i przypomnienie mi, co jeszcze było rewelacyjne, szokujące, śmieszne i zasługujące na wspomnienie...

Jak było generalnie? Świetnie było.
Komentuj (19)


Link :: 10.02.2006 :: 12:54
I znów nam frekwencję obniżam,
albo "kolejna głupia notka"


Jest gorączka, sam nie wiem, czy przedstudniówkowa, czy to tylko moja choroba daje o sobie znać. Gdybym zamiast na kupowanie krawata i koszul poświęcił czas na naukę historii, zapewne zrobiłbym lepiej. Ale cóż. Studniówka jest raz w życiu i trzeba jako tako wyglądać. Zatem melduję: garnitur jest, buty jeszcze nie gotowe, ale są, koszula jest (nawet kilka wariantów), krawat tak samo.

A przy polonezie na pewno się pomylę, wszyscy będą widzieli i Anka mnie zabije...

A w szkole mnie dawno nie widziano, a widziano poza szkołą, i niektórym się to nie podoba.

W każdym bądź razie - choćby się waliło i paliło, choćbym miał 40 stopni gorączki i malarię, jutro przyjdę. Naprawdę! ;)


Nie słuchajcie w czasie choroby Trójki ani radia BIS - potem będziecie ściągali takie kawałki jak "Porcelain" Moby'ego
Komentuj (9)


Link :: 30.01.2006 :: 18:52
I'm shopping, shopping for blood


Będzie kropkowo, bo nigdy nie było.

7:45. Wyruszamy. Obywatel M. i ja. Dwóch śmiałków rzuca wyzwanie ukrytym lękom. Idziemy. Błądzimy. Pytanie do przechodnia. Przechodzień odpowiada. Widzimy budynek. Napięcie wzrasta (muzyka z filmu "Szczęki"). Wchodzimy. Piguły palą. Okienko czeka. Dają formularz. Formularz jest trudny. Dla niektórych najtrudniejsze jest pytanie nr 23. Dylematy Miśka. Misiek uruchamia świeżo czyszczone sumienie. Sumienie podpowiada jedyną oczywistą odpowiedź. Zabierają nam na 2 godziny dowody. Pierwsza krew. Tikety na śniadanie. Grześki. Ruszamy do lekarza. Lekarz jak lekarz, reakcje jak u pana od PO. "Tośmy se pogadali". Bierzemy sprzęt i na salę. Leci bajka o marzeniach drzew. Piguły kłują. Wrażeń estetycznych brak. Krwista huśtawka. Gruszka. Aparatura off i już można uciekać. Temat z "Rydwanów ognia". Lecim na Szczecin i po czekolady. LOTERIA. Główna nagroda - koszulka dziecięca kołnierzyk 28 wędruje do... werble... werble... Jasia oczywiście! Idziemy do szkoły. Z siedmiu czekolad robi się jedna. Niech Wam na zdrowie wyjdzie. Żarty księdza (poziom pod znakiem pisenki "Mniej niż zero"). Przemoc fizyczna. ("nas, bohaterów, prądem??") Próba której nie było.

Mogę ochrzcić powyższy styl wielo-kropkowym? Nie mylić z wielokropkowym.
Komentuj (12)


Link :: 23.01.2006 :: 18:29
Random title, albo "Pierniczki nadziewane we mnie, język angielski przede mną."


1 - nie było mnie w szkole w dniach 20-23 a opuściłem 2 poniedziałki.
2 - zabroniono mi iść do szkoły
3 - pan fotograf wyraźnie na mnie czeka...

To nie jest minimalizm, to brak newsów spowodowany siedzeniem w domu.

A winamp ciągle Hard-Fi gra...


Komentuj (6)


Link :: 18.01.2006 :: 15:58
Oda


Na dworze ciemno, zimno i brudno... Nie będzie więc komentarza ani do aktualnej sytuacji w kraju ani do bieżących wydarzeń szkolnych, będzie Oda. Oda do Sy.


Jak to być może, mój druhu, kamracie
Sylwii, TEJ Sylwii jeszcze nie znacie?

Piękna Ci ona jako pole maku
Czasem zanuci pieśń o ślimaku

Spotkasz ją snadnie gdzieś w korytarzu
Przy klasie naszej, wiedzy ołtarzu

Zapewne siedzi z koleżankami trzema
Bacznie obserwuje, nigdy nie "drzema"

Pierwszą serc męskich jest pożeraczką
A także Bartusiowych kanapek zjadaczką

Po szkole dobrej muzyki słucha
Rammsteina także, znać tedy - nie głucha

Sylwia rysuje mistrzowsko żyrafy
Na nartach zdobywa przeróżne Gerlachy

Gdy się w Kaliszu cokolwiek dzieje
Jej już się ślicznie buzia śmieje

Rusza wraz na podbój miasta swojego
Może tam zdybie tego "jedynego"

Póki co młodszych chłopaczków miłuje
Z gangiem pedofilek na owych poluje

Z Sylwią też na mundial jechać musim
Jak nas nie wylosują, to ich udusim

Czy istota takowa może mieć jakoweś wady?
Czasem bije rękawiczką, ale - nie ma rady.


A gratis macie zagadkę. Kto to taki?

Do wiwarium szybko zmyka
Znać w niej duszę metodyka
Każe robić rysuneczki
I jeździmy na wycieczki.
Komentuj (8)


Link :: 12.01.2006 :: 17:00
Time goes back


Jasne, chciałbym. Ale póki co wskazówki zegara ostro prują do przodu, i powinienem pozbyć się maniery nabytej już w podstawówce, polegającej na obliczaniu ile zostało dni/godzin/minut do ostatniej piątkowej lekcji. Wszyscy coś robią, biegają na korki, zakładają zeszyty z notatkami, a u mnie ciągle kończy się na postanowieniach. Maturą można się wszak zająć tak na serio dopiero po studniówce, a przed studniówką należy przywyknąć do wybuchów radości tańczącego poloneza w pierwszej parze pewnego młodego człowieka, zakupić krawat i koszulę (czekam na propozycje, jaka ma być kolorystyka), napisać kwestie ucznia Robaka, nauczyć się tychże i wreszcie wziąć udział w kręceniu filmu. Film ten będzie reprezentował polskie kino niezależne, chyba że wmiesza się nam w to wszystko Komitet (tu, naśladując rosyjskiego pisarza, nie napiszę, jakiż to komitet, bo i tak każdy wie "o co kaman"), wtedy film straci swoją niezależność...

Kłopoty z weną dziś, zatem zapraszam na kolejną część ogłoszeń parafialnych.

Ogłoszenia parafialne:
- Sy zamówiła dla Baronowej (zwanej gdzie indziej Kozą), dla siebie i dla mnie bilety na mecz Polska-Kostaryka na Mistrzostwach Świata. Proszę trzymać kciuki, żeby nas wylosowali, to zrobimy baner z pozdrowieniami...
- gołuchowski sztab WOŚP bez pomocy Kombi i Heya zebrał ponad 11 tys. złotych :P
- zakończyła się gronowa wymiana zdań pomiędzy mną a panem z okolic Taszkentu. Obyło się bez ofiar w ludziach.

...



Komentuj (12)


Link :: 06.01.2006 :: 17:46
Hijo de la luna

czytać jako iho, bo Bartek wywód o wymowie hiszpańskiej zacznie

We proudly present yasiooh's first spanish-english-polish translation of "Hijo de la luna" by Sarah Brightman

Głupek który nie rozumie
Legendy, opowiada o Cygance
Która czarowała księżyc
Płacząc błagała by nadszedł dzień
Kiedy wyjdzie za Cygana
"Będziesz miała swojego mężczyznę o ciemnej skórze"
Przemówił z nieba księżyc.
"W zamian chcę pierwsze dziecko
Które będziesz z nim miała.
Ta, która poświęca dziecko dla mężyczny
Nie będzie dobrą matką"

Chór:
Księżycu chcesz być matką,
A nie możesz znaleźć miłości
Która uczyni Cię kobietą*
Powiedz mi, o srebrzysty
Co uczynisz z dzieckiem z krwi i kości"
Synem księżyca

Z ojca o ciemnej karnacji
Urodziło się białe dziecko
Tak białe jak śnieg
Z oczyma szarymi, a nie oliwkowymi
Albinos, syn księżyca
"Cholera, dziwko
To nie jest syn Cygana
I nie ujdzie ci to płazem"

Chór:
Księżycu chcesz być matką,
A nie możesz znaleźć miłości
Która uczyni Cię kobietą*
Powiedz mi, o srebrzysty
Co uczynisz z dzieckiem z krwi i kości"
Synem księżyca

Czując się jak zdradzony mąż
Cygan podszedł do swojej kobiety
Z nożem w ręku
"Czyje to dziecko?
Jestem pewien, że mnie oszukujesz"
I zabił ją
Potem poszedł w góry
Z dzieckiem w ramionach
I zostawił je tam samo.

Chór:
Księżycu chcesz być matką,
A nie możesz znaleźć miłości
Która uczyni Cię kobietą*
Powiedz mi, o srebrzysty
Co uczynisz z dzieckiem z krwi i kości"
Synem księżyca

Gdy dziecko jest szczęśliwe
Nocą księżyc jest w pełni
Ale gdy chłopczyk zaczyna płakać
Księżyc wygina się w kołyskę, aby go ukoić.


*Pozor pozor - o ile się nie mylę, to księżyc w hiszpańskim ma rodzaj żeński (La luna).
I jeszcze gratis od KLA - motto dnia:
"Tłumaczenia są jak kobiety - piękne są zwykle mało wierne, wierne nie są zbyt piękne".
A ja taki mix zrobiłem.
A w Brazylii mieszkają "kreloe" (też sponsorowane przez lokalnego przewoźnika)
Komentuj (10)


Link :: 31.12.2005 :: 14:02
zehn, neun, acht, sieben, sechs, funf, vier, drei, zwei, eins, aus!


Tak było w 2005 roku:

A jak Auto, czyli jak prawo jazdy. Zdobyte za pierwszym podejściem i od pewnego czasu używane.
B jak Buraki - np. pan Lepper "Hehehehe, jak można zgwałcić prostytutkę, hehehehe, proszę panśtwa" albo opisywany kiedyś na łamach bloga mego pan radny Kuświk - bez komentarza
C jak CIA - lądowali czy nie lądowali, ale miejsce w podsumowaniu im się należy.
D jak Dudek Jerzy. Come on and do the Doodek, Dżerzy Dżerzy Doodek.
E jak Elitarna szkoła, którą za parę miesięcy kończymy.
F jak Football World Cup. Jedziemy. Definitely.
G jak Gumowa Kaczka Kąpielowa.
H jak Hydrozagadka. Trzeba będzie kiedyś obejrzeć, ale w TV wolą nas Kevinami karmić.
I jak Imprezy.
J jak Jasiu. Zostało chociaż 10 osób, które na mnie tak nie mówi?
K jak Kaczyński, Kwaśniewski... brrr - mam wymieniać dalej?
L jak Literatura. Matura się zbliża, czytać trzeba. Nie zawsze to, co się lubi.
M jak Miłość, oglądane przez mamusię. Często gęsto koliduje w telewizorni z Ligą Mistrzów, uprasza się o zmianę pory nadawania.
N jak Niemiecki, z którym biorę rozwód - deklaracja już wypełniona i dyrekcji przedłożona.
O jak Osiemnastki. Trochę ich było.
P jak Prezydent. Każdy wie, kto powinien nim zostać.
R jak Rymy. Też nie potrzeba komentarza. R jak Rammstein i ich koncert.
S jak Student vel "pod Muzami", które cieszyło się pewną popularnością w tym roku.
T jak Tajfuny, Trzęsienia ziemi i inne.
U jak Ukraina. Raz Lenin, Raz Stalin, Raz Putin. Trzymajcie się pomarańczowo.
W jak Widoki na przyszłość. Są takowe?
X jak xtremalne przeżycia, głupie odzywki i ogólnie wszystko, za co jestem winien przeprosiny, lub ktoś inny jest winny.
Y jak Yellow Submarine.
Z jak Zmiany. Oby na lepsze.

Wszystkiego najlepszego w nowym, 2006 roku!

Komentuj (10)


Link :: 27.12.2005 :: 19:07
Jak zawsze

Święta były rodzinne, przebiegały wg utartego schematu (pobudka o 11, śniadanie, komputer, obiad, film z rodzinką, podwieczorek, komputer, kolacja, film, nocne Polaków rozmowy do 1 w nocy).

Pod choinką nie znalazłem rózgi. Z ciężkim sercem stwierdzam, że z roku na rok coraz większa rzesza "mikołajów" przynosi mi pieniądze, a nie prezenty bardziej namacalne, nie ma tej radochy z odpakowywania, i jest, cytując Miśka, słabo. Pocieszeniem pozostaje fakt, że znaleziona w tym roku pod choinką "Zemsta Sithów" kończy długi proces kolekcjonowania serii Gwiezdnych Wojen.

Nawet jeśli oglądałem telewizję, to starałem się omijać wszelkie Telexpressy, Panoramy, Fakty, Wiadomości i inne tego typu programy, i nie dane mi było ujrzeć ani razu zadowolonej facjaty żadnego z panów K. Czyli moje gronowe życzenia dotyczące bezkaczorowych świąt spełniły się. Czyli jest faaaaajnie.

Parę dzionków zostało do Sylwestra, trzeba się do jakowejś roboty zabrać, ale na myśl o końcu tego roku jakaś żałość człowieka ściska, tu, o tu, no i o jakichkolwiek konstruktywnych działaniach nie ma mowy. No chyba że czytanie "Potopu" (tak, wiem, jestem chory i nienormalny) w tempie 30 stron na dzień można za takowe działania uznać.

A jak minęły święta w Kongresówce?
Komentuj (7)


Link :: 22.12.2005 :: 14:23
Nigdy (wersja dla IIIc)


Śpiewać na melodię "Finlandii" Świetlików
Niekiedy zrzynane po całości, ale się nie będę przecież przejmował, bo i tak straciłem formę artystyczną :P

Nigdy
Nie będzie takiej klasy
Nigdy
Nie będzie takiej Wigilii
takiego opłatka
takich pierników
Nigdy
Nigdy nie będzie takiej Wigilii
takich uśmiechów
takich prezentów
takiej atmosfery
Nigdy
Wychowawczyni nie złoży już takich życzeń
Ksiądz nie będzie już tak "dowcipny"
Nigdy
Nie dostanę tak ładnej uszanki
ani kaczorka kąpielowego
Nigdy
Nie będzie już tak ładnych życzeń
Nigdy klasa nie będzie tak blisko
Tak fajna i miła jak teraz
Sy nie będzie już ze mną chciała jechać na mundial
Nigdy nie będzie takich wyznań
Już nigdy
Nie będzie tak wzruszonego Sobola
Nigdy nie będzie takiej Wigilii
Takich rybek w akwarium i wyrzynarek
Mleka koziego ani drewnianych żyraf
Nigdy
Nigdy Bartek nie będzie miał takiej fryzury
A Kaczy takiej kamizelki
Czerwonej
Nigdy
Grzyb nie ujrzy już takiej choinki
Cudnej, i ponoć między maturami ubieranej
Na horyzoncie studia. I grzmi
Nigdy...
Nigdy nie mów nigdy


Kurcze, miało tak bardziej świątecznie wyjść, a wyszło jak zwykle.
I pesymistycznie.
Poeta ze mnie taki jak z jednej pani DJ.
Do zo po świętach. No chyba że jeszcze jakieś życzonka tu walnę.
Wesołych porządków przedświątecznych póki co.
Komentuj (10)


Link :: 15.12.2005 :: 16:26

my pet!



Say hello to Lech
Sorry Kasia za plagiat, ale nie mogłem się powstrzymać...
Komentuj (11)


Link :: 09.12.2005 :: 16:16
Twórczość rymowana

Ostatnio jesteśmy w tym dobrzy. Bartek tworzy liryki "Do Anny", ja zajmuję się pieśniami o treści różnej. Dzisiaj przedstawiam Wam nasze wspólne dzieło, spontanicznie stworzone i przesyłane drogą sms-ową w formie dialogu. Oto ono:

edit:(zmieniona wersja zmienionej wersji)
Wymiana zaczęła się od mojej reakcji na kolejny wiersz pana BWJDzShM, który brzmi mniej więcej tak:
"Anciu Anciu zdrowie moje
zaraz ja Ci coś opowiem
Jadziem sobie w autobusie
Pasiem sobie nasze brzusie"

Utwór właściwy:
/edit
Ja:
Bartku drogi, Twe liryki,
nie imają się krytyki.
Dzieła są to doskonałe,
Aż rzucają pod powałę.

Bartek:
Dzięki dzięki drogi Kubo,
Twa opinia dla mnie chlubą!

Ja:
Ależ nic to mój Bartoszu,
przeszlij kiedy trochu groszu.

Bartek:
Prześlę Kubo mocium panie
Kiedy czas na grosz nastanie.

Ja:
Kiedyż czas się ten dopełni,
Czy gdy księżyc będzie w pełni?

Bartek:

Nie wiem panie, jam nie Noga-*
Się nie bawię w astrologa.

Ja:
Smutek wielki mi tym czynisz,
Czy to wiersza tego finisz?

Bartek:

Oj, obawiam się że tak-
Weny jakiejkolwiek brak.

Oklasky.

*Noga to ciotka Bartka, mieszka w Izraelu

Tak dla porządku wspomnę, że Misiek także ostatnio intensywnie tworzy, ale jego utwory są upolitycznione, a że niedługo nastanie nam prezydent Kaczyński to Tomek może mieć kłopoty...
Komentuj (26)


Link :: 06.12.2005 :: 19:55
Co Święty Mikołaj mógł zostawić w jasiowej skarpecie?
Coś związanego z Rammsteinem? Książkę?
Jawohl!
"Rammstein. Czarna skrzynka. Nie otwierać" autorstwa Adama Kischa
Danke schoen, Nikolaus!

No bo co innego mógłbym dostać ;)
Komentuj (10)


Link :: 03.12.2005 :: 22:35
Benzin

Dzisiaj mogłem dwa razy zginąć, ale jak widzicie, żyję i mam się dobrze, a nawet piszę. Ma się tego farta. Tzn. jak zwykle dramatyzuję, ale mogło być nieciekawie. Cóż się wydarzyło?
W pojeździe naszym rodzinnym była uprzejma pęknąć rurka. Rurka doprowadzająca do silnika benzynę. Oczywiście, korzystając z mojego genialnego zmysłu węchu wykryłem ten defekt po minucie jazdy (w scenie tej występuję jako pasażer). Nic się jednak nie zapaliło, żadna iskierka się nie przybłąkała. Jako że jechaliśmy właśnie do znajomych na "niemiecki", samochodem zaopiekował się Wuja (przyszywany) Waldek (jak pięknie się w Wielkopolszcze na wujka mówi, nieprawdaż?), ojciec kolegi, razem z którym się uczymy (z kolegą się uczymy, nie z ojcem). Jakoś udało mu się naprawić powstałe szkody w czasie trwania lekcji, a ja wraz z siostrzyczką i tatusiem mogłem wrócić bezpiecznie do domu.

Wykorzystując fakt, że przeżyłem, udałem się do Piotra na fondue powiązane z pogaduszkami z gospodarzem oraz grupą operacyjną "Kozy".
Miło było, ale transport podjechał i musiałem się zwinąć jako pierwszy. Kiedy dojeżdżaliśmy do domu, dosłownie 200 metrów do celu zostało, znowuż poczułem charakterystyczną woń. Wysiadamy z pojazdu. Co słyszę? Mini-fontannę benzyny.
Mówię: ojciec, słyszę jak kapie.
Ojciec: co ty opowiadasz, wydaje ci się, to pewnie silnik stygnie.
Idę po latarkę. Co widzę? Mini-fontannę benzyny + kałużę tejże. Czyli czasami jednak mam rację. Ciekawe, ile nam tego się do rana na podjazd wyleje?

Komentuj (15)


Link :: 29.11.2005 :: 16:12
Je je jest forsa


Dzisiaj otrzymałem moje stypendium. Złotych 1032 (po odjęciu podatku...) wręczyła mi pani sekretarka, która ciągle sugerowała, żebym się nie cieszył za bardzo, bo mi mamusia je i tak zabierze. W tym miejscu wypadałoby wytłumaczyć moją wypowiedź z lekcji języka polskiego, w której to zawarłem krótki opis rozmowy telefonicznej z panią wyżej wymienioną (sekretarką, nie mamusią ;P).
Otóż byłem umówiony z moją rodzicielką, że spotkamy się po lekcjach w poniedziałek przed szkołą tak, aby móc odwieźć bezpiecznie stypendium do domu. Tyle że oczywiście zapomniałem o spotkaniu, wsiadłem w autobus linii 12A i "pomknąłem" do domu. Dopiero w lesie uświadomiłem sobie, że o czymś zapomniałem. Mamusia oczywiście nie wzięła komórki, więc musiałem dzwonić do szkoły, gdzie za słabą pamięć opieprzyła mnie osoba postronna. Trochę to pogmatwane, wiem, ale nic na to nie poradzę.
Nie spełniła się przepowiednia pani z sekretariatu, bowiem pieniążki już dawno leżą w kasetce pancernej. Zdaję sobię sprawę, że pisanie na blogu o pieniądzach jakichkolwiek, małych czy dużych, może być jeszcze głupsze od pisania o nauczycielach, ale jakoś trzeba było przejść do tego, że:

Niniejszym dziękuję wszystkim za nominowanie mojej skromnej (średnio) osoby do stypendium Prezesa Rady Ministrów, za słowa otuchy i wsparcie. Mam nadzieję, że nikt nie może powiedzieć, że tych głupich kilka papierków zmieniło mnie na niekorzyść.
Fakt że jest to stypendium premiera (całe szczęście jeszcze przez Belkę podpisane) i że są to sensowne pieniądze, nic dla mnie nie znaczy. Cenne było Wasze poparcie. Dzięki



No i co by tu jeszcze dodać - chór wrócił :)
Komentuj (18)


Link :: 26.11.2005 :: 16:25
Veni vidi bez vici


Można powiedzieć, że plan wykonany - mimo choroby udało mi się zwlec z łóżka dziś rano (5:20), żeby pojechać na konkurs wiedzy o ue. Nie ma o czym pisać, wynik przeciętny, pobyt przeciętny - jedyne, na co mnie było stać, to myślenie o bólu głowy i gardła - tak to jest, jak się Bartka i mamusi nie słucha...

A w drodze powrotnej przypomniała mi się piosenka T. Love pt. "Komercja". Pod adresem podmiotu lirycznego (możemy go utożsamiać z Muńkiem Staszczykiem) padają oskarżenia o "sprzedanie się" - Zapomniałeś już chyba, czym jest tłok w autobusie.

W autobusie relacji Poznań-Kalisz stałem dziś ponad godzinę, jeszcze długo chyba nie będzie mi dane zapomnieć, czym jest zjawisko wspomniane powyżej...
Komentuj (6)


Link :: 22.11.2005 :: 20:09
Berety i inne takie


Poniedziałek.
W poniedziałek prezentowałem moje odmienione poglądy polityczne, co podkreśliłem odpowiednim rekwizytem w postaci różowego beretu, niestety nie moherowego, ale za to z mieszanką "rabbit hair", made in czech republic, czyli innymi słowy miałem tró czeski beret. Może się tu kiedyś pojawią jakieś fotki z sesji zdjęciowej, może jakieś głosowanie na "Miss/Mistera Beret" urządzimy, ale to musicie Kasię nagabywać i spamować ;)

Wtorek.
Urocze przedstawienie pt. "Easy money". Nie chcę z niego pamiętać niczego oprócz "romantycznej piosenki", która okazała się być hitem zespołu System of a down (BYOB).
Leci to mniej więcej tak:
WHY DO THEY ALWAYS SEND THE POOR?!
My god is of bible blood with
Victorious, Victorious steel Can your spending kneel?
Marching forward hypocritic and hypnotic computers
You depend on our protection
yet you feed us lies from the tablecloth
la la la la la la la la la la

(tyle zdążyliśmy usłyszeć, zanim mr Biggie zrozumiał, że urocza sąsiadeczka myślała raczej o Divanie i Elfinie...)

Zanim przejdę do pointy, to proszę o jakieś informacje co się na wywiadówce działo, bo mój tatuś (zwany zwykle Ojcem, co dziwi Bartka) się ograniczył tylko do enigmatycznego stwierdzenia, że było jak zawsze.

Uwaga, pointa!
Miałem dziś angielski, i musiałem opowiedzieć w języku Szekspira treść przedstawienia wyżej wspomnianego.
Moja nauczycielka: You mean they disguised him?
Ja: Oui, oui

Byle do czerwca.
Komentuj (7)


Link :: 18.11.2005 :: 20:26
będzie to może przydługi wywód, nie napiszę jednak jak Sy niegdyś, że nie musicie czytać... jesteście przyzwyczajeni do prac BWJDzShM więc jakoś to wytrzymacie.

Jest to relacja wielce subiektywna, pisana pod wpływem wielkich emocji i wielkiego poddenerwowania - endżoj

Polityk, krzykacz, wywrotowiec


Któreś z tych pojęć będę sobie mógł dopisać do cefałki po tym, co wydarzyło się na spotkaniu zatytułowanym "Unia Europejska - bliżej", które odbyło się dziś o godzinie 16 i na które udałem się w towarzystwie Baronowej.
Dwóch spośród trzech panów reprezentujących Centrum Stosunków Międzynarodowych, organizatora tegoż spotkania wygłosiło krótkie referaciki (pierwszy z nich traktował o przyszłości UE, drugi natomiast o stosunkach Turcji z UE i ew. jej wstąpieniu do struktur - zgadnijcie, kogo by to zainteresowało...)
Ale co tam wykładziki, referaciki, jak je tam zwał - najważniejsze było to, co nastąpiło po nich.

Otóż - rozpoczęła się "dyskusja". "Dyskusja" polegała na tym, że następnych kilkadziesiąt minut zdominowały wypowiedzie Pana Bardzo Skrajnego Narodowca i radnego miejskiego (kogoście wybrali, o Kaliszanie!) Grzegorza Kuświka z Samoobrony.
(temu drugiemu w swoim czasie poświęcę dość miejsca, proszę się nie niecierpliwić)
PBSN reprezentował "Klub Myśli" czy coś w ten deseń. Od początku nie ukrywał, że jest eurosceptykiem. To mi nie przeszkadza, każdy ma poglądy jakie ma. Tylko po kiego grzyba przychodzi taki na spotkanie, na którym zdecydowana większość ludzi to zwolennicy integracji bądź też "eurorealiści"? Potem chce taki ostentacyjnie opuszczać salę w formie protestu bo nie chcą mu dać mikrofonu na kolejnych 10 minut...
Pan temu udało się zwrócić do zgromadzonych słowami:
"Proszę panów, proszę państwa" (a trochę kobiet było)
wyraził też głęboką nadzieję, że "twór o nazwie UE długo nie pociągnie". Dowiedzieliśmy się też, że grozi nam degrengolada.

W czasie jego wypowiedzi oprócz wynotowywania sobie co ciekawszych zwrotów, obserwowałem też radnego Kuświka.
Tak szybciutko w punktach moje spostrzeżenia na temat jego osoby, jeszcze zanim raczył się odezwać:
- gada przez telefon razy 2
- ożywia się chwilowo, kiedy ktoś używa słowa Samoobrona lub nazwiska Hojarska (zazwyczaj w kontekście niewiedzy polskich polityków) - co świadczy o tym, że jednak słucha
- wyczynia ze swoim telefonem komórkowym takie cuda, że w cyrku by się nie powstydzili - kręci nim młynki, salta, beczki, fika koziołki, pieści czule i w klawisze stuka co chwilę
- nie ma co prawda krawata w biało-czerwone pasy, ale i tak na kilometr widać jaką partię reprezentuje
(udało mi się narysować jego karykaturę, kiedyś Wam pokażę)

Powyższe obserwacje pozwolą się Wam wczuć klimat jego wypowiedzi, którą postaram się tu jakos streścić, pomijając wcześniejszą rzeczową wypowiedź dyrektora Kościuszki i może trochę mniej rzeczową pana z "Solidarności" - temu się offtopici zdarzały...

O czym mówił pan Kuświk?
Zaczął od zaatakowania panów z CSM, wspominał coś o ludziach wychowanych po 1989 (to było już do każdego poniżej 40stki...) na amerykańskich kreskówkach lecących na Jetixie (sic!), których zachodnioeuropejscy przyjaciele podejmują gości na plastikowych talerzykach. Czego on tam jeszcze nie mówił... dość, że perorował jak Lepper w okresie przed wstępnym (i pozornym) ucywilizowaniem się. Byliśmy na tyle wzburzeni z Baronową, że juz niewiele z tego pamiętam, ale liczę że w komentarzach doda ona jeszcze jakieś złote mysli pana radnego.
W każdym bądź razie za namową Baronowej poprosiłem o głos, i ponoć pewnym głosem pomimo wewnętrznego roztrzęsienia powiedziałem kilka mocnych słów o ludziach, którzy przychodzą perorować i głosić programy swoich ugrupowań zamiast zgodnie z założeniami spotkania dyskutować na podane tematy. Nie zawahałem się nawet wypomnieć panu radnemu brak kulury osobistej i jego zabawy z komórką, wyraziłem ubolewanie że nie doczekałem się rzeczowej dyskusji i jeszcze coś tam mówiłem, ale z wrażenia nie pamiętam. Moja wypowiedź wzbudziła aprobatę zebranej młodzieży i prowadzących spotkanie (żegnając się z nami powiedzieli Baronowej i mi "cześć" nawet:) ), zainteresowanie pani reprezentującej lokalną prasę i chyba częściową konsternację części starszyzny (faktycznie, chyba trochę zbyt dobitne to było - uważaj Aga, reakcja na Twoją rewolucję może być podobna...)
Co ciekawe, panu radnemu się nawet głupio nie zrobiło, a moją uwagę o bawieniu się komórką skwitował słowami:
"JA mam podzielną uwagę" (po raz wtóry zapytuję się, kogóżcie wybrali?!)
Co było dalej, nie pamiętam. Zjadłem kawałek przygotowanego ciasta i wypiłem nieco soku, po czym Baronowa odprowadziła mnie, całego rozstrzęsionego mym aktem odwagi i głupoty zarazem, na przystanek.

No, w tej chwili więcej nie jestem w stanie napisać - znów mi serce kołacze, nie nadaję się do polityki.
Mam nadzieję, że moje wypowiedzi nie ukażą się w lokalnej prasie, i że jakoś uda mi się przeżyć - nie podałem nazwiska, może bojówki Samoobrony ani skrajni prawicowcy mnie nie odnajdą...

Ulżyło mi.
Komentuj (18)


Link :: 16.11.2005 :: 14:24
Jacek i Placek niosą księżyc

Zadaną pracę domową z WOS-u pt. "Jacek i Placek niosą księżyc" społeczność klasowa przyjęła z umiarkowaną radością (nikt nie lubi prac domowych), ale tak czy siak jeżeli uda mi się przyjść jutro do szkoły, to przyniosę kolejnych kilka egzemplarzy... I bezlitośnie będę egzekwował wykonanie :).

Dochodzą mnie słuchy, że co niektórzy bardzo zatęsknili za moją skromną osobą, ja także żałuję opuszczenia dyskusji na temat islamu i Turcji w UE.

Żałuję też, że nie dane mi było otrzymać cudownych kropelek na spirytusie (Bartek w ciągu kilku godzin po nich ozdrowiał, a ja już się drugi dzień męczę).

No. Czekam na Wasze prace.

Komentuj (10)


Link :: 13.11.2005 :: 12:35
Antonio, calore

Podczas gdy znakomita część naszej klasy szykowała się na salsę, bawiła rodzinę, oglądała filmy albo była na randce, Trójca Św. w zmodyfikowanym składzie wybrała się do Antonio. Na początek było mięcho, ale nie rzucanie, tylko jedzenie wspomnianego ("Ty jesteś padlinożercą, to możesz to ze mną zjeść"). Po obgadaniu naszego ulubionego kelnera można było przystąpić do rozmów właściwych, kłótni małżeńskich, rozpoznawania piosenek innych niż włoskie i tym podobnych atrakcji. Po 3,5 godzinnych konwersacjach nastąpił punkt kulminacyjny - odwożenie współbiesiadników do domu w moim wykonaniu ("jestem samochodem. doprawdy? myślałam, że człowiekiem..."). Po drodze była panika Baronowej i pukanie w okna samochodu przed Studentem, na które zwrócili uwagę wszyscy obecni w okolicach wejścia oprócz Ali, do której te sygnały były kierowane... Po odwiezieniu pasażerów kontynuowałem jazdę z włączoną przez Bartka lampką wewnętrzną aż do stacji benzynowej, dzwoniłem z komórki na parkingu tejże stacji (ale spokojnie, z eksperymentów przeprowadzanych przez naukowców wynika, że nie grozi to wysadzeniem stacji w powietrze) i zając przebiegł mi tuż przed kołami samochodu w okolicach Kościelnej Wsi. A po przyjeździe do domu nie nastąpiła oczywiście realizacja ambitnych planów (czytanie "Procesu"), za to oglądałem TV i jadłem gruszki.
Zasługuję na pokutę?

But you don't really care for music, do you?

Komentuj (10)


Link :: 10.11.2005 :: 15:19
Wybrani oraz różne różności


Oni - wybrani. One - wylosowane. Dziwny układ, ale nie narzekam. Ostatecznie tańczę poloneza z osobą, z którą miałem tańczyć (panna Anna), i bardzo się cieszę.
W tym miejscu należy też podkreślić geniusz Agi, która jako bęben maszyny losującej (a także w wielu innych sytuacjach, żeby nie było) nie ma sobie równych.

W szkole znów krzyczę i jestem upierdliwy, a w domu podejmuję gościa (Herr Wolfgang Vodtke), więc nie mogę sobie na taki komfort pozwolić.

A ostatnio przypominamy sobie z Baronową stare przeboje, przerobiliśmy już Pet Shop Boys, i chyba następni na celowniku są panowie z Modern Talking, chociaż wczoraj na uszy rzuciła mi się nieco ambitniejsza piosenka, "Golden brown" Stranglersów, i jak niektórzy zauważyli, ciągle nucę Never a frown with golden brown. Ale długie zdanie. To teraz proszę je przeanalizować i narysować wykres.

I mam nadzieję, że przepowiedziana przez Astrologów przyszłość się Wam podoba.

A Bartek nam ozdrowiał po kropelkach.

Mam nadzieję, że coś się da zrozumieć z tego chaosu powyżej, który śmiem notką nazywać. Może następnym razem będzie konkretniej...


Komentuj (8)


Link :: 08.11.2005 :: 16:38

Tak jakoś głupio pisać, bo nie wiadomo o czym pisać, żeby było dobrze, no i blogi z dnia na dzień stały się u nas niezłą bronią masowego rażenia. ("and kaczyzm is a weapon of mass destruction" - jak już wtrąciłem o tych kaczkach, to szybkie pytanie - jaki kraj jako jedyny posiada kopię zapasową prezydenta?)

No i tak sobie siedziałem i dumałem, bo potrzeba pisania jest u mnie w tej chwili niemal tak silna jak potrzeba nieustannego zdobywania stypendiów - dziś mogę się pochwalić stypendium za zasuwanie rolet w 31 - kolejne, które funduje Kasia A. No i siedziałem i myślałem, nic nie wymyśliłem, więc będzie komunikat specjalny albo ogłoszenie parafialne, jak zwał tak zwał:

Komunikat specjalny:
Uczniowie klasy IIIc proszeni są o przygotowanie na czwartek (10.11.05) krótkiej wypowiedzi na godzinę wychowawczą, w której zwięźle i ciekawie przedstawią swoje zainteresowania, jak je rozwijają, czy wiążą z nimi swoją przyszłość itp. Kwestia ta jest o tyle istotna, ze w przypadku braku przygotowania powyższych osób, odpowie (beknie) za to tzw. moderator dyskusji, czyli tzw. Jasiu. Proszę o pomoc i zgłaszanie gotowości. Czytanie z kartki zabronione...

I jeszcze powiem tak odnośnie recent facts:

Wir sind nicht zum Hassen geboren
Komentuj (8)


Link :: 06.11.2005 :: 18:43
Postosiemnastkowo


Taaa. to dopiero była osiemnastka. Osiemnastka Sy. Impreza si.

Co prawda nie graliśmy w micro machines, nie było zabawy z czekoladą, warunki nie pozwoliły na grę w kalambury, ale i tak emocji było mnóstwo.

Impreza posłużyła nie tylko realizacji podstawowych celów (taniec, rozmowy, picie, jedzenie), ale także była areną zmagań studniówkowo-zapoznawczych. Jedni na tym zyskali, inni może stracili, jeszcze inni zdołali zachować status quo, ale nie o tym miało być.

Ogólnie było fajnie, bo jesteśmy fajni, a fajny lubi fajnego, a do tego czwórkowoplusowi i trójkowi muszą trzymać się razem, bo jak nie to marnie skończymy.

Górna część torta znakomita, dolna raczej dla koneserów kawki, ale nie narzekam.

Muzyka odpowiednia do rodzaju imprezy, chociaż forma didżeja wyraźnie spadała wraz z upływem czasu.

Oprócz tego wystąpiły:
rozmowy moje na każdy temat z Alą i Ewcią
rozmowy moje na jeden temat (no, może 2 - ale za to jakie ważne) z Baronową
inne moje rozmowy
inne rozmowy, w których nie brałem udziału - np. słynna dyskusja biblijna

I jeszcze wspomnę afterparty u Bartka, na którym tradycyjnie już piliśmy herbatkę i robiliśmy podsumowanie wydarzeń.

I dziękuję za zaproszenie, i jeszcze raz zapewniam że bardzo fajnie było.

Sto lat Sy!


Komentuj (10)


Link :: 04.11.2005 :: 16:39
Deprecjacja prażonej kukurydzy


1969 - Gershon Kingsley w 30 sekund pisze główną linię melodyczną do utworu Popcorn
1972 - Zespół Hot Butter nagrywa swoją wersję piosenki, która od razu staje się wielkim przebojem
później Popcorn remixowany jest wielokrotnie, między innymi przez niemiecki zespół Kraftwerk, z którym jest najczęściej kojarzony

lata 70-te w Polsce - dzieci śpiewają na melodię Popcornu:

"Wietnam Wietnam pali się
Wietnam Wietnam pali się
Wietnamczyki skurczybyki w kukurydzy prażą się"

smutne, ale prawdziwe (zapytajcie rodziców)

rok 2005 - do Popcornu dobiera się Krejzi Frog

Nic dodać, nic ująć
Komentuj (9)


Link :: 03.11.2005 :: 15:00
Dodatek za pracę w trudnych warunkach i wakacje w Syrii

Proponuję przyznać dodatki specjalne ze pracę w trudnych warunkach naszym nauczycielkom od matematyki i angielskiego. Pierwsza pani po dzisiejszej lekcji siadła sobie zszokowana na krzesełku (sam nie wiem, czy przyczyną były nędzne wyniki naszych klasówek czy raczej tekst o korzystaniu z Pitagorasa, a ściślej jego twierdzenia, który usłyszała chwilę wcześniej).
Z kolei druga pani profesor nie sypia ostatnio dobrze, bo podczas jednej z lekcyjnych pogadanek poznała poglądy polityczne klasy IIIc. Zdecydowanie nienormalne, bo jakieś takie dziwnie liberalne. Dobrze, że nie dane było jej słyszeć poglądów panów z IIIa, bo wtedy to już w ogóle by nie spała.
Sami widzicie, że jakiś taki dodatek by się przydał.

A naszą szkołe patroluje pan ze Straży Miejskiej, którego wszyscy od razu pokochaliśmy.

No i może niedługo przestanę pisać, bo wyjadę do Syrii na Wakcje Mojego Życia - dają stypendium i jeszcze uczą arabskiego. A wszystko to dzięki Kasi M. oczywiście, która nie jest pazerna i dzieli się z innymi informacjami o stypendiach.
لا توجد نتائج بحث عن

Komentuj (19)


Link :: 02.11.2005 :: 20:36
Aga jest Wielka


Wątpiliście choćby przez chwilę, że ktoś taki jak Aga nie dotrzyma danego słowa i nie zrobi najodpowiedniejszego dla mnie lay'a?
Cudo. Dziękuję.

Proszę wpisywać ochy i achy na JEJ cześć ;)

Komentuj (14)


Link :: 02.11.2005 :: 19:47
Ekspert od stypendiów


Proponuję sobie wyobrazić, że notkę niniejszą czytacie już po zmianie dekoracji, która nastąpi niebawem - Aga jeszcze dopieszcza ostatnie detale nowego lay'a... Tyle a propos licznych zapytań.


Przechodząc do sedna sprawy - jestem ponoć ekspertem od stypendiów - wg Sy oczywiście. Kasia A. natomiast coś o stypendiach dla blogowiczów wspominała (rozumiem, że będziesz je fundować...), natomiast Baronowa już zastanawia się, jak kończą stypendyści. Marnie zapewne, ale kto by się tym przejmował - coś trzeba w życiu robić.
W każdym bądź razie los stypendysty raczej łatwy nie jest, co chwilę o jakichś nowych stypendiach mówią, a perfidia to, panie , nie chcą powiedzieć, gdzie to się zgłosić trzeba, gdzie papiery wysłać, milczą jak grób - chcą mnie ubiec zapewne...


Ogłoszenia parafialne:
* autor przeprasza Kasię A. jak również wszystkich innych zainteresowanych urażonych tym, że Sy pojawia się na zdjęciach layoutowych (topos czy motyw Sy?), a oni nie. Specjalny przywilej jubilatki, wybaczcie
* dziękuję za wszelakie komentarze oraz dodanie do linków na Waszych blogach - obiecuję zwiększyć moją aktywność w kwestii komentowania notek na wszystkich zaprzyjaźnionych blogach
* następna notka będzie mam nadzieję już w całości dziękczynna, wychwalająca Agę pod niebiosa - a tymczasem nadal proszę klikać w banerek - o tu

To ja już lecę - tak mało czasu, tyle stypendiów do zdobycia...
Komentuj (7)


Link :: 31.10.2005 :: 22:10
Dzień 31 października 2005 roku był to dziwny dzień...
Pomimo mizernych umiejętności pisarskich i braku obiecanego layouta postanowiłem wreszcie zrobić to, co obiecałem sobie i innym już dawno temu - dzielić się swoimi przemyśleniami pod ww adresem.
Proszę wszystkich o słowa otuchy w pierwszych komentarzach, a Agę o litość i zrobienie fachowego wystroju dla mojego bloga.

Początek może marny, ale prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna.



A tu proszę wchodzić i klikać w banerek, to może się tego lay'a szybciej dorobię :)
Komentuj (15)